Papua Nowa Gwinea - plemię Dani





Dani są najbardziej znanym plemieniem na Papule. Żyją w małych wioskach drewnianych okrągłych chatkach, krytych sianem. W otoczonych kamiennymi płotkami ogrodach hodują słodkie ziemniaki. Mimo, iż do miasteczka Wamena dawno wkroczyła cywilizacja, to górskie wioski i nawyki ich mieszkańców prawie się nie zmieniły od tysięcy lat. 



Mieszkańcy wiosek i miasteczka Wamena są serdeczni i przyjaźnie nastawieni do turystów.

W połowie ubiegłego wieku antropolog Robert Gardner nakręcił dokument o plemieniu Dani pt. "Martwe ptaki". Pokazał ludzi, którzy nie kłaniają się śmierci. W trakcie ważnych wioskowych uroczystości najznamienitsi przedstawiciele plemienia Dani zbierają się przy ogniskach. Najstarsi tubylcy opowiadają wówczas historię ludu. Podróżnicy, którym udało się wkupić w łaski plemienia, nim stało się turystyczną atrakcją, byli pod wrażeniem opowieści.

Najważniejsza z legend opowiada o wyścigu węża i ptaka. Wąż pełza przez kamieniste kaniony, zmaga się z kolejnymi przeszkodami na błotnistej drodze, gubi łuski, brakuje mu siły, ale przeżyje. Wyścig wygrywa wolny ptak, który w promieniach słońca ucieka gdzieś w kierunku bezchmurnego nieba.


- Wyścig - mówią Dani - to metafora życia. Człowiek pełza przez życie, ale i tak najszczęśliwsi są ci, którym udało się wzlecieć ku słońcu, którzy wyrwali się z kajdan codzienności. Oznacza to radosną śmierć, która Danim towarzyszy od najmłodszych lat.

W Papui Nowej Gwinei żyje lud rodem z epoki kamienia łupanego. "Martwe ptaki", którym biznes turystyczny podcina skrzydła. Podejrzewani o kanibalizm Dani słyną z makabrycznego rytuału po śmierci bliskich. Tubylcy odcinają swoje palce..





Czy papuańscy obywatele mają całe usta czerwone, bo są krwiożerczymi bestiami i z braku dostępu do cywilizacji nie myją zębów? Nie, oni zwyczajnie lubią być na haju. A jako, że mieszkają blisko natury, nie muszą nigdzie kupować nielegalnych używek, sami je sobie zrywają i oporządzają. 
Orzechy betelu to dobry sposób na euforię i czerwoną ślinę. Bowiem od regularnego żucia tego orzecha następują nieodwracalne zmiany chemiczne, czyli ślina i dziąsła barwią się na czerwono, a zęby stopniowo są w coraz gorszym stanie - najpierw czernieją, potem zaczynają wypadać. W każdym razie wygląda to dość makabrycznie. Ale czegóż się nie robi dla odrobiny rozrywki...




Tradycyjnie, nie ma czegoś takiego jak bielizna. Dziewczęta noszą spódniczki z trawy, natomiast panowie... Gdy z chłopców stają się mężczyznami, dostają swoje własne kotaki, czyli tykwy na przyrodzenie utrzymywane przez rzemyk przewiązany przez biodra. Mogę się jedynie domyślać, że nie jest to zbyt wygodne aczkolwiek stanowi sterczący obiekt dumy swojego właściciela i rozpoznawalny symbol mieszkańców Papui.


 Jak już wspomniałam, na Papui Nowej Gwinei nikt nie przejmuje się czymś takim jak bielizna, w końcu lepiej jak jest przewiewnie. Jednak kobiecym piersiom to chyba wcale nie na rękę (jeśli można tak powiedzieć), bo z czasem smętnie opadają. Nie wygrają z siłą grawitacji i nieustannie przyssanym dzieciątkiem. 
  Wychowanie owych bobasów także wygląda zupełnie inaczej niż u nas. Gdy kobieta jest w ciąży i  potem przez jakiś czas, gdy dziecko jest bardzo małe, mieszka samotnie. Mężczyźni powracają dopiero gdy maluch już podrośnie. Nie ma to jak wsparcie, prawda?

Przez wiele lat w zachodnim świecie pokutował stereotyp, jakoby Dani byli brutalnym plemieniem. Mieli skupiać się wyłącznie na wojnach, a siła i męstwo były ich głównymi wartościami. Makabryczne rytuały tylko wzmacniały ten wizerunek. Dlatego antropolodzy i misjonarze często oskarżali tubylców o kanibalizm.

"Śmierć to element życia w ich kulturze. Pamiętam niedzielny poranek, gdy jeden z wojowników wrócił do wioski i wszedł do mojego domu. Na pytanie, jak poszła bitwa, stwierdził, że wspaniale. >>Zabiliśmy człowieka, przebijając mu serce włócznią. Ukryliśmy jego ciało, gdy wrogowie się wycofywali. Jutro będzie duża uczta. Przyjdź i zobacz<< - mówił wojownik. Nie poszedłem" - pisał w 1963 roku oburzony misjonarz, który zamieszkał w Dolinie Baliem.

Dziś mit o plemieniu Dani przyciąga turystów z całego świata. Japońscy turyści z aparatami i amerykańscy backpackerzy przedzierają się przez okoliczne lasy (coraz częściej są dowożeni na miejsce kolorowymi autobusami), by zobaczyć półnagich ludzi, którzy żyją jak w epoce kamienia łupanego: w przepaskach, z kotekami (słynnymi ochraniaczami na genitalia z wysuszonego owocu tykwy) i włóczniami, którymi polują na zwierzynę.

Dani stali się elementem świata biznesu i turystyki. "Pojechałem do Papui, by mieszkać z dala od cywilizacji. Jakież było moje zdziwienie, gdy zamiast krwawych rytuałów zobaczyłem normalnych ludzi, którzy często używają telefonów komórkowych" - pisze wzburzony podróżnik na jednym z turystycznych forów.

Mimo wszystko szacuje się, że kilkadziesiąt tysięcy przedstawicieli Dani żyje w swoich "naturalnych warunkach". W małych wioskach złożonych z kilkudziesięciu lepianek żyją klany, które wciąż walczą z codziennością.

Martwe ptaki nie mają wielkich szans w starciu z zachłannymi biurami podróży i wszędobylskimi turystami. Są jak kciuk, ostatni z palców kobiety z wioski gdzieś w Papui, która ze smutkiem odpala kolejnego skręta.

źródła: http://antonina-tajemniceumyslu.blogspot.com/, http://podroze.onet.pl/, http://www.national-geographic.pl/, http://www.euphoria.travel/, chrisfugiel.pl

Komentarze

  1. Great post! A few years ago I made a school work about some tribes, it was really interisting :)

    http://morningdreamsfree.blogspot.pt/

    Sofia Silva

    Kisses*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thanks! Life in these tribes is very unique :) They are closer to nature than we ourselves can imagine. Regards

      Usuń
  2. Such an interesting post, I really like learning new things about other cultures! xo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thank you. I'm glad you liked it. Regards

      Usuń
  3. Ygh! Odcięte palce? Jak to wygląda! Nigdy nie byłam przekonana do życia wraz z jakimiś dzikimi plemionami. Co najwyżej tam pojechać, zobaczyć i wrócić... Rozumiem jednak, że takie ciągłe odwiedzanie mieszkańców "bez uprzedzenia" , poprzez biura podróży może skłonić ich do... nie wiem... jakiejś przeprowadzki? Może pewnego dnia się zdenerwują nadmiarem turystów.... Nie wiem, co mogę się spodziewać po takich ludziach z dżungli. Pozdrawiam. http://www.swagtrendy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Były i gorsze przykłady od odcinania palców ale postanowiłam Wam tego darować ;) Niektórzy "dzicy" karzą sobie nawet płacić za robienie sobie zdjęć z nimi ;) Moim zdaniem nie ma co ich za bardzo niepokoić, niech żyją sobie własnym życiem... Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Eu sei que é cultura mas acho que não suportaria viver de tal maneira...


    http://quaseadolescent3.blogspot.com.br/
    Bjss

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eu prefiro ou não ... O homem rapidamente se acostuma com bom :)

      Usuń
  5. Ciekawy post ;) Niestety z tym odcinaniem palców to trochę obleśnie ;/ http://fairytaledreamcloudeen.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaki kraj taki obyczaj ale faktycznie dość "dziwny" sposób na przeżywanie żałoby. Ale nasze obyczaje też by ich pewnie zdziwiły! Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Amazing pics

    Kisses
    http://www.mademoisellemode.com/

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz